Jan Pospieszalski o procedurach covidowych

Jan Pospieszalski: To przerażające, do jakiego zezwierzęcenia doszło, gdy procedury COVIDowe pozwoliły niektórym na obchodzenie się z człowiekiem, jak ze śmieciem! – Warto Rozmawiać [WIDEO]

przez | 4 listopada 2021

– Tymczasem, pojawiły się tak zwane oficjalne schematy leczenia. Kochani, ja nie chciałem w to wierzyć. W oficjalnym schemacie leczenia Covid-19, rozsyłanym przez NFZ, znalazła się informacja, że nie zaleca się podawania witaminy D i witaminy C, ponieważ badania nie potwierdziły tego, nie zaleca się również podawania cynku. Że należy brać środki spędzające gorączkę, paracetamol, a następnie, gdy sytuacja się pogorszy, zadzwonić po karetkę i udać się do szpitala celem wsadzenia nas pod respirator – mówi Jan Pospieszalski o absurdach związanych z p(l)andemią koronawirusa w Polsce.

– Tymczasem, statystyki pokazywały, że spod respiratora większość ludzi wychodzi albo w formie dymu z krematorium, albo w formie czarnego woreczka z zakazem otwierania! Z zakazem otwierania worka. Ja na hasło „zakaz otwierania trumien” od razu mam Smoleńsk. Byłem w Katyniu tego dnia, kiedy spadł samolot – komentuje sytuację Pospieszalski.

– Z wieloma rodzinami smoleńskimi jestem zaprzyjaźniony, w tym samolocie miałem kilku bliskich przyjaciół, na przykład Staszka Mikre, z którym wszystkie wakacje zimowe spędzały nasze dzieci. Także jak ja słyszę „zakaz otwierania trumien, to we mnie coś się gotuje i niedługo trzeba było czekać, dowiedziałem się, że – to był list z Opoczna, który przyszedł na naszą stronę internetową. Z Opoczna ludzie opisują sytuację następującą: dziadek w ciężkim stanie onkologicznym, jesienią 2020 został zabrany do szpitala miejskiego. I tam, żeby wjechać na oddział, trzeba było zrobić test PCR. Test PCR stwierdził obecność koronawirusa, choć dziadek nie miał żadnych objawów zakażenia – mówi dalej Jan Pospieszalski.

Oceń artykuł!

Średnia ocen. 0 / 5. Liczba ocen. 0

Nikt jeszcze nie ocenił. Bądź pierwszy!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Tadeusz

Czym oni leczą podobno nie ma lekarstwa tylko szpryca to po kiego chuja biorą ludzi do szpitala chyba tylko po to żeby szybciej wykonczyc

syn

Tak było z moją matką… 14 dni ją załatwili…

Witold

Ciekawy jestem, dlaczego mój komentarz został odrzucony. Pewnie za dużo konkretów, jak na to miejsce, Pewnie gdzie indziej by puścili.

Korwinator

Jest zatwierdzony

Ozdrowieniec

To oficjalne pierdolenie nfz to farmazony i bandytyzm a każdy ma swój rozum i wie jak się leczy grypę czy proste zapalenie płuc a ostatnim miejscem do którego powinno się udawać to szpital gdzie zrobią wszystko żeby cię zabić

Niedxielak

Ten rząd realizuje wytyczne depopulacja

Witold

Nawiązując do Pana wypowiedzi pragnę podzielić się z losem mego taty ( 96lat).
Rok temu, 13. X. 2020 . zmuszony zostałem wezwać karetkę do taty, który mając raka prostaty i problemy z krążeniem nie przyjmował leków, jedzenia, a nawet nie chciał pić. Nie było z nim kontaktu. Dodatkowym ciężarem była mama ( 93 ) leżąca nieruchomo, która od paru lat także wymagała ( i nadal wymaga ) stałej opieki. Skierowanie otrzymałem o 11-tej do najbliższego szpitala. Jednak dopiero o 18.45 zabrano tatę, by zostawić go dopiero w czwartym z kolei szpitalu, w Madurowiczu w Łodzi. Po 20- tej przyjęto go i zabrano na badania na Covid. O 21.30. akurat miałem okazję porozmawiać krótko z lekarzem przez telefon. Oberwało mnie się, jako że usłyszałem : „ jak można było pozwolić, aby pana tata dopiero po tylu godzinach został dostarczony.” Na co odpowiedziałem: Czy pan wie, że najbliższy szpital w Tuszynku jest zamknięty ? I pan- lekarz o tym nie wie ? Wtedy chyba zrozumiał, że to nie do mnie można mieć pretensje. Stwierdził, że tata ma negatywny test, ale stan jest bardzo poważny i nie wie jaki będzie finał, gdyż mimo wyniku może się zarazić w szpitalu. Nie chciał, bym dzwonił. Wolał, abym czekał na wiadomość, kiedy będzie można jego odebrać…
28. X. dostałem telefon z Sanepidu w Łodzi, bym udzielił odpowiedzi na pytania dotyczące ewentualnych osób kontaktujących się z chorym na Covid. Jednak, gdy w końcu powiedziałem, że tatę zabrano 13-tego, wtedy dotarło do niej, że to już minęły 2 tygodnie, więc musiał zarazić się w szpitalu, co sugerował wcześniej lekarz. Oczywiście, nie widziałem taty, w jakich warunkach spędzał ostatnie godziny życia w izolatorium szpitala Barlickiego.
4. listopada Tata zmarł. Oficjalnie na Covid. Natomiast towarzyszące, to wspomniane na początku choroby ( o zgrozo ! )
Czekając na korytarzu szpitala im Barlickiego w Łodzi na Kartę Zgonu ( mam zdjęcie ) i worek z rzeczami osobistymi miałem okazję porozmawiać ze synem też starszego zmarłego 3 dni wcześniej ojca. Przyjechał ponownie, by dowiedzieć się, czemu nie włożono do worka aparatu słuchowego wartego 6 tysięcy złotych. Nie znam finału tej sprawy.
Okazało się, że i w worku mego taty też nie było aparatu słuchowego, z którym zabrano go z domu. Dziwne, że baterie oddali.
W tej sytuacji nasuwa się pytanie :
Czy to odosobniony przypadek ? Może ktoś i tym się też zainteresuje ?

Wkurzona baba

Podobnie było z moją 98letnią babcią. Wróciłam z pracy i okazało się, że od dziś wszyscy mieszkańcy domu muszą być przez trzy tygodnie na kwarantannie, a babcia umiera rzekomo na tego niby wirusa. Ratownik medyczny coś tam babci podał na wzmocnienie i zostawiono ją w łóżku. Dwa dni potem babcia już nie żyła. Odeszła spokonie nad ranem, a koroner przyjechał dopiero wieczorem by stwierdzić zgon. Zakład pogrzebowy zapakował babcię do wora i trafiła do pieca, bo tak podobno jest „najbezpieczniej” …

syn

Przykre to, bo i moją 82 letnią matkę spotkało to samo 🙁